Donata Subbotko: Nie ma białej róży bez ognia, ale krew się nie polała?

Jacek Fedorowicz: I chwała Bogu. Wcale zresztą nie miała. To pan Błaszczak twierdzi, że chcieliśmy powtórzyć Hamburg. A tu nic.

Zabronili kontrmanifestacji, a jak pan mówił w słynnym monologu z 1981 roku: „Kto ma powietrze, ten ma waaadzę”.

– Jestem za Władkiem Frasyniukiem, cenię go za to, co robił i robi. Podziwiam Lecha. Jestem mu wdzięczny za niepodległość. Więc jak wzywają, to idę.

Skandował pan: „Lech Wa-łę-sa”?

– Tak, ale mnie nie spisali. Podobnie jak paru tysięcy innych skandujących. Wybrać do ukarania tylko kilkadziesiąt osób to dobrze znana metoda zastraszania reszty...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.