Właśnie skończył się ramadan. Miesiąc, w którym ulice Rijadu i innych miast królestwa pustoszeją, handel zamiera, a każdy Saudyjczyk przed zachodem słońca chce zdążyć do bliskich, aby wspólnie zasiąść do iftaru – tradycyjnego posiłku kończącego dzień postu. Do złudzenia przypomina to wieczory podczas kilku dni Bożego Narodzenia, kiedy Stary Kontynent zwalnia, a ludzie starają się wspólnie spędzić ten wyjątkowy czas.

Ale to uśpienie jest pozorne. Arabia Saudyjska tętni życiem i zmienia się niemal w oczach, czego dowodzą choćby rezultaty niedawnej wizyty Trumpa. Cel pierwszej zagranicznej podróży ma ogromne znaczenie w przypadku każdej nowo wybranej głowy państwa. Gdy mowa o prezydencie USA, wybór ten staje się sygnałem dla świata.

Donald Trump w Arabii Saudyjskiej. Skandal za skandalem

***

Wizyta Trumpa u Saudów uświadamia, jak ogromny potencjał ma saudyjska gospodarka. Zawarte kontrakty, których wartość szacuje się na 350 mld dolarów w ciągu najbliższych 10 lat, obejmują nie tylko amerykański eksport, ale również inwestycje w królestwie.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej