Michael Bond zmarł 27 czerwca. Pisarz był już w takim wieku, że wiadomość o jego śmierci wywołała dyskretne zdziwienie (to on jeszcze?..

.). Tylko niektórzy pamiętali, że kiedy w 2014 roku powstał film o przygodach misia Paddingtona, sędziwy autor na chwilę pojawił się przed kamerą. W napisach końcowych został podpisany jako „uprzejmy dżentelmen”. Była to trafna charakterystyka.

W ostatnich latach dziecięcą wyobraźnię atakują hałaśliwe zebry, bojowe pingwiny, szczury planujące karierę w gastronomii. Scenarzyści wyłowili najdziwniejsze odmiany ryb i płazów. Sięgnęli po wymarłe gatunki, jak mamuty i tygrysy szablozębne. Zapewne ktoś nakręcił fabułę o bakteriach i wirusach.

70 lat temu Bond postąpił inaczej. Nie...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.