Rok 2013. W Syrii w ataku bronią chemiczną ginie 1,3 tys. osób. Papież Franciszek w pierwszą apostolską podróż płynie na Lampedusę – wyspę, do której dobijają łodzie z uchodźcami. Oddaje tam hołd tym, którzy utonęli w drodze po lepsze życie w Europie. Ich liczbę szacuje się na 20 tys. W ciągu kolejnych lat ta liczba wzrośnie o kolejne 10 tys. Przez Stary Kontynent – również Polskę – przetacza się fala współczucia i niedowierzania: jak to możliwe?

W maju na londyńskiej ulicy ginie Lee Rigby, brytyjski żołnierz. Dwóch terrorystów potrąciło go samochodem, a potem dobiło maczetami. Dają się nagrać przypadkowemu przechodniowi. Mówią mu, że „zamordowali w imię Allaha”. Gdyby atak wydarzył się dziś, telewizje przez kilka dni robiłyby wydania specjalne, a internet huczałby od spiskowych teorii. Wówczas jednak morderstwo Rigby’ego traktowane było jako news zwykłej rangi. Szalone ksenofobiczne teorie nie wychodziły jeszcze poza internetową niszę kanału Mariusza Maxa Kolonki, który na YouTubie zarzuca mediom manipulacje i przemilczanie religijnych motywacji morderców.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej