Poszukuje się przywódcy. Zadziornego ryzykanta otwartego na świat, pełnego wiary w dobrą Polskę i Europę. Podpisane: naród.

Takie ogłoszenie powinno zawisnąć na polskim niebie od morza po Tatry, wbić się w nasze głowy. Bo w opozycji nie mamy dziś przywódcy czy przywódczyni, którzy zmobilizowaliby Polaków, natchnęli ich wiarą i przydali siły broniącej się demokracji.

***

Wśród możliwych kandydatów przewijają się trzy nazwiska: Donald Tusk, Władysław Frasyniuk, Robert Biedroń. To postacie mocne i wyraziste. Ale czy uczynilibyśmy z nich rzeczników naszych nadziei i czy oni są na to gotowi? Przy całym szacunku dla nich – wątpię.

Tusk, choć obdarzony politycznym talentem i prestiżem, kojarzy się przede wszystkim z Polską, którą wyborcy odrzucili, głosując na PiS, a nie z tą bardziej wymarzoną. Co poświadczają sondaże: wcześniej ciut wygrywał z prezydentem Dudą, teraz nieco przegrywa. Wprawdzie sondaż nie wyrocznia, ale Tusk zbyt symbolizuje zużytą Platformę i powrót do przeszłości, by skutecznie obiecywać przyszłość.

>>Donald Tusk: Mógłbym być Tomkiem Sawyerem

Frasyniuk, odważny i niezłomny, świetnie sprawdza się w boju z PiS-em. Może być symbolem oporu, ale już nie tego, po co ten opór jest. A nie pokonamy PiS-u, jedynie walcząc z nim i przekonując, jak koszmarne państwo nam urządza. Trzeba jeszcze porwać ludzi manifestem potężnej odmiany. Takim, w którym rozpoznają się różne pokolenia i światopoglądy. A niczego takiego od Frasyniuka nie usłyszeliśmy. I, jak sądzę, nie usłyszymy.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej