Poszukuje się przywódcy. Zadziornego ryzykanta otwartego na świat, pełnego wiary w dobrą Polskę i Europę. Podpisane: naród.

Takie ogłoszenie powinno zawisnąć na polskim niebie od morza po Tatry, wbić się w nasze głowy. Bo w opozycji nie mamy dziś przywódcy czy przywódczyni, którzy zmobilizowaliby Polaków, natchnęli ich wiarą i przydali siły broniącej się demokracji.

***

Wśród możliwych kandydatów przewijają się trzy nazwiska: Donald Tusk, Władysław Frasyniuk, Robert Biedroń. To postacie mocne i wyraziste. Ale czy uczynilibyśmy z nich rzeczników naszych nadziei i czy oni są na to gotowi? Przy całym szacunku dla nich – wątpię.

Tusk, choć obdarzony politycznym talentem i prestiżem, kojarzy się przede wszystkim z Polską, którą wyborcy odrzucili, głosując na PiS, a nie z tą bardziej wymarzoną. Co poświadczają sondaże: wcześniej ciut wygrywał z prezydentem Dudą, teraz nieco przegrywa. Wprawdzie sondaż nie wyrocznia, ale Tusk zbyt symbolizuje zużytą Platformę i powrót do przeszłości, by skutecznie obiecywać przyszłość.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej