Samolot z Rzymu do Monachium, rok 1999. Kończy się dochodzenie w sprawie siostry Jeannine Gramick. Jej prowincjalna przełożona obawia się, że Watykan ją ekskomunikuje (spotkało to niedawno teologa ze Sri Lanki). Lecą do grobu błogosławionej Marii Teresy od Jezusa, założycielki Zgromadzenia Sióstr Szkolnych de Notre Dame.

– Módlmy się o cud – mówi do Gramick przełożona.

Cud siedzi przy oknie. Ma czarny garnitur, jest bez koloratki, a dwa miejsca obok niego są wolne.

Przełożona: – To chyba kardynał Ratzinger.

Gramick: – Nie, to może i ksiądz, ale do Ratzingera tylko podobny.

Podchodzi, pyta, czy jest księdzem. – Tak. – A ja jestem siostrą.

Mówi mu, że...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.