– Nie. Nie będziemy męczyć ludzi moją osobą – zapowiedziała stanowczo prof. Ewa Łętowska, kiedy poprosiłam ją o rozmowę.

– To nie czas na pogaduszki przy kawie i ciastkach. Ludziom potrzeba teraz szpinaku, by potrafili się rozeznać, w jakiej żyją rzeczywistości.

Kilka dni wcześniej domniemany zamach bombowy w siedzibie PEN Clubu przerwał uroczystość wręczenia jej Nagrody im. Ksawerego i Mieczysława Pruszyńskich za bycie „rzecznikiem i nauczycielem praw obywatelskich (...), której myśl, słowo i odwaga cywilna stają na drodze ucieczki od wolności. Tej, która ironię czystego rozumu stawia na straży prawa do nadziei”.

Wita mnie zdecydowanym uściskiem dłoni i już za progiem jej mieszkania czuję się, jakbyśmy się znały od zawsze.

Oglądam półki z tysiącami płyt z muzyką poważną i operową, zauważam, że mamy podobne tytuły książek w bibliotece, i staję oniemiała w drzwiach jej sypialni, gdzie na ścianach zastygło w bezruchu kilkadziesiąt barwnych motyli.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej