ADAM WAJRAK: Głupio mi, że robisz ze mną wywiad. Powinienem pisać, zamiast zajmować się celebryckimi rzeczami.

ALICJA BOBROWICZ: O byciu celebrytą porozmawiamy później, dobrze? Najpierw podróż w czasie.

– Chętnie.

2007 rok. Masz 35 lat, niezły dziennikarski dorobek, kilka nagród – w tym tytuł Bohatera Europy przyznawany przez amerykański tygodnik „Time”. Przed wyjazdem do Rospudy piszesz: „Nie jadę jako dziennikarz (...). Wiem, że tak dziennikarzowi nie wypada, że to sprzeczne z naszymi zasadami, ale z drugiej strony, czy można się bawić w obiektywizm, gdy dzieje się takie wielkie draństwo?”. Trudno przyszło ci takie wyznanie?

– Nie. To się rozstrzygnęło wcześniej, kiedy odbierałem nagrodę. Napisałem kilka tekstów o Rospudzie, ale czułem, że to nic wielkiego. Na scenie mnie zatkało. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Oznajmiłem, że jak będzie trzeba, to się przykuję do drzew. I dostałem brawa.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej