Ależ jesteśmy frajerami w sprawie uchodźców. My, Polacy, my, Europejczycy. Dajemy się robić w konia z woli tych, którzy mają w tym interes. Łykamy kłamstwa i półprawdy tworzone przez przemysły polityczny, medialny i kulturalny.

Piszę „my”, bo myślę o takich jak ja, którzy współczują uchodźcom i wzbraniają się przed uznaniem ich za groźnych „obcych”. I o takich jak ty, droga czytelniczko i drogi czytelniku, światłych i kulturalnych, którym jednak coś pika w głowie, gdy myślą, że mogliby mieć za sąsiadów przybyszów z Syrii czy subsaharyjskiej Afryki. Tak, to ofiary, biedacy, ale zbyt obcy i niepojęci, by z nimi żyć.

To „my” obejmuje ludzi we wszystkich europejskich krajach, którzy wprost uważają uchodźców za niebezpieczną hołotę niszczącą nasze społeczeństwa...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.