MICHAŁ NOGAŚ: Kiedy pański bestseller „Wojna i terpentyna” ukazywał się w Polsce, cała Europa żyła zamachami w Paryżu. Przekonywał pan, że nie możemy dać się zastraszyć. Od tamtego czasu terroryści uderzyli w Europie kilka razy, między innymi w Brukseli, w której rozmawiamy. I co? Nadal mamy nie dać się zastraszyć?

STEFAN HERTMANS: Oczywiście, że tak. Powinniśmy przede wszystkim myśleć racjonalnie.

Jeśli spojrzy się na statystyki, to liczba ofiar przemocy domowej, alkoholizmu, uzależnienia od narkotyków czy wypadków drogowych jest nieporównywalnie wyższa. Jednak gdy w grę wchodzą emocje, pierwotne lęki, to trudno mówić o racjonalizmie. I na tym bazują terroryści. Wierzą, że oddamy im pole i się podporządkujemy.

Rijad, Mekka, Medyna. Tam wykuwa się dżihad

Tylko gdyby to tak działało, nie siedzielibyśmy teraz w kawiarni przy stoliku na chodniku w samym centrum Brukseli. Ukrywalibyśmy się, ponieważ przecież za chwilę ktoś mógłby w nas wjechać lub wysadzić się w powietrze na sąsiednim krześle. Wiadomo, że racjonalny człowiek nie zejdzie we własnym mieście do podziemia. Wiadomo też, że ryzyko, iż coś nam się stanie, jest niezwykle małe.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej