BEATA JANOWSKA: Około 1380 r. zakończono we Florencji budowę murów nowej olbrzymiej katedry. Na przecięciu prezbiterium i ramion transeptu wznosił się potężny ośmiobok o przekątnej około 45 m, który miał zostać zwieńczony kopułą. Tymczasem nikt z wówczas żyjących w mieście, a pewnie i w całej Italii, nie miał ani wiedzy, ani pomysłu, jak tę kopułę zbudować.

BARBARA ARCISZEWSKA: Z punktu widzenia naszych racjonalnych czasów jest to zdumiewające, ale wtedy mieszkańcom miasta wydawało się, że skoro wykonano dzieło na chwałę Boga, to Bóg podsunie rozwiązanie tego problemu. Winna była, jak w wielu przypadkach, próżność i potrzeba udowodnienia, że Florencja i jej obywatele nie mają sobie równych. Rywalizacja pomiędzy głównymi ośrodkami środkowej Italii, czyli Florencją, Sieną i Pizą, z pewnością przyczyniła się do wielu przedsięwzięć artystycznych, a katedra we Florencji jest jednym z licznych przykładów przerośniętych ambicji lokalnych elit. Siena i Piza zafundowały sobie już wcześniej gigantyczne budowle, które były przedmiotem ogromnego zainteresowania i podziwu. Katedra romańska w Pizie z XII w. ma na skrzyżowaniu naw i transeptu wielką kopułę, w Sienie podobna konstrukcja powstała nieco później, bo w XIII w. Około 1390 r., kiedy katedra we Florencji stała, ziejąc wielką dziurą, w Pizie ukończono budowę baptysterium z bardzo zaawansowaną dwuwarstwową kopułą, rzucając niejako wyzwanie Florentczykom.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej