W 1950 r. 21-letni Julian Stańczak z rodzicami, siostrą i bratem wsiada w Liverpoolu na statek „Georgic”. W porcie w Nowym Jorku macha do nich jakiś facet, na szyi ma tekturę z ich nazwiskiem. To ich daleki kuzyn. Gdy schodzą na ląd, pyta o bagaż, nie rozumiejąc z początku, że cały dobytek Stańczaków mieści się w walizce, którą Julian kilka lat wcześniej uplótł z wikliny w Ugandzie.

Kuzyn wsadza rodzinę do błyszczącego buicka i zabiera do domu w Binghamton, ponad 250 km na północny zachód od Nowego Jorku. Po drodze zatrzymują się przy stoisku z hot dogami. – Czegoś takiego wcześniej nie przeżyłem. Siedzieliśmy na słońcu, jedliśmy hot dogi tak duże, że trudno je było włożyć do ust, choć jeden w zupełności wystarczyłby dla nas wszystkich – wspominał Julian. – W powietrzu latały serwetki porwane ze stołów przez wiatr. Nikt się tym nie przejmował, a ja nie mogłem się temu nadziwić: marnuje się tyle papieru, a ja podczas wojny musiałem rysować na skrawku papieru toaletowego.

Sztuka Juliana Stańczaka była kolorowa i uporządkowana. Historia jego życia – wręcz przeciwnie. Ta historia zaczyna się w 1928 r. we wsi Borownica koło Przemyśla.

Jak z niczego powstaje coś

– W rogu stał duży ceglany piec. Matka dokłada polana, a po izbie roznosi się zapach – to pierwsze wspomnienie z dzieciństwa. – Zmiana koloru podniebienia pieca z żółtego na pomarańczowy była znakiem, że wkrótce zacznie się uczta. Z ciasta matka formowała bochenki chleba, a z resztek – warkocze. Masło i powidła dopełniały naszego szczęścia.

Życie wu Stańczaków toczyło się od wschodu do zachodu słońca. Po zachodzie matka śpiewała pieśni patriotyczne Julianowi, siostrze i młodszemu bratu. Gdy Julian był dorosły, zamykał oczy i melodie same do niego wracały.

W latach 30. ojciec Juliana zbudował dom na obrzeżach Przemyśla. – Mieliśmy sad na wzgórzach. Ludzie, którzy szli na spacer za miasto, musieli tamtędy przejść. Sprzedawaliśmy im nasze owoce. W domu nie było elektryczności. Po zmroku kładliśmy się razem na trawie, wsłuchując się w odgłosy lasu i patrząc w gwiazdy.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej