W poniedziałek sąd w Pretorii, stolicy RPA, zdecyduje, czy Janusz Waluś, zabójca Chrisa Haniego, lidera tamtejszych komunistów, wyjdzie na wolność. O jego uwolnienie zabiegają polskie skrajnie prawicowe organizacje. Chcą go powitać jak bohatera.

Janusz Waluś urodził się w 1953 r. w Zakopanem. W 1981 r. wyemigrował do RPA. Szybko wstąpił do powstałej w 1982 r. Partii Konserwatywnej (PK), stworzonej jako wyraz sprzeciwu wobec reform zmierzających do złagodzenia apartheidu. Zaczął poznawać czołowych polityków tej partii, którzy nie wyobrażali sobie zrównania praw wyborczych wszystkich mieszkańców RPA – oznaczałoby to oddanie władzy czarnej większości. Działał też w Afrykanerskim Ruchu Oporu, organizacji odpowiedzialnej za tysiące morderstw i aktów przemocy w latach 80.

– Znajomym Walusia w RPA był neopoganin Stanisław Potrzebowski, założyciel związku wyznaniowego Rodzima Wiara. Ten imigrant z Polski do Niemiec wyjechał w 1985 r. do RPA. W latach 90. wrócił do kraju, do Wrocławia, gdzie prowadził wykłady na uczelniach. Był wtedy znany w środowiskach neonazistowskich – mówi prof. Rafał Pankowski z Collegium Civitas, współzałożyciel stowarzyszenia Nigdy Więcej walczącego z rasizmem i ksenofobią.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej