Przed sądem ostatecznym staje trzech amantów: Robert Redford, Robert De Niro i Zbigniew Wodecki. Pierwszy trafia do pokoju nr 31, gdzie czeka na niego szkaradne babsko. Rozlega się głos: „Robercie Redfordzie, za twe grzechy i rozpustne życie spędzisz wieczność w tym pokoju”.

Drugi zostaje skierowany pod numer 78, a tam jeszcze gorsza paskuda. „Robercie De Niro, za twe grzechy i rozpustne życie spędzisz w tym pokoju wieczność”.

Trzeci zgodnie z wyrokiem otwiera drzwi z tabliczką 106. Na łóżku widzi szałową blondynkę. Głos mówi: „Claudio Schiffer, za twe grzechy i rozpustne życie...”.

Ten dowcip Zbigniew Wodecki lubi opowiadać na finał swojego recitalu.

Pięć hitów mistrza Wodeckiego: „Rzuć to wszystko co złe”, „Z Tobą chcę oglądać świat”, „Pszczółka Maja” i...

Zbigniew Wodecki. Blady, chudy, melancholijny

– Dzwonił i nawijał od razu – wspomina Krzysztof Jasiński, szef Teatru STU. – Jak tylko miał nowy kawał. Godzinę później dzwonił do mnie Jan Baran z tym samym kawałem. Bo zaraz po mnie Wodecki dzwonił do Barana.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej