Sądownictwo będzie jak Trybunał Konstytucyjny po „dobrej zmianie”. Do tego zmierzają PiS-owskie ustawy o ustroju sądów powszechnych i Krajowej Radzie Sądownictwa, które właśnie przechodzą przez Sejm.

Minister sprawiedliwości ma samodzielnie mianować i odwoływać prezesów sądów, którzy z kolei, dzięki możliwości przenoszenia sędziów między wydziałami, będą mieli możliwość manipulowania składami sądzącymi. Zaś to, kto zostanie sędzią, będzie zależało od Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej wyłącznie politycznie. Członków Rady wybierać będą posłowie spośród kandydatów przedstawionych przez określoną liczbę uprawnionych sędziów, więc nie będzie problemu, by znaleźć odpowiednie sędziowskie gremium, które wysunie kandydatury odpowiadające rządzącej partii.

Jak rozumieją swoją niezawisłość i bezstronność nominaci PiS-u, pokazał dubler sędziego Trybunału Konstytucyjnego prof. Lech Morawski podczas debaty w Oksfordzie: przedstawił się jako osoba reprezentująca poglądy polskiego rządu. Czyli sędzia-funkcjonariusz partyjny wysłany „na odcinek” Trybunału. Dla PiS-u to oczywiste. W swoim projekcie konstytucji z 2010 r. powraca do obyczaju PRL-u: sędziowie i prokuratorzy nie mają zakazu przynależności do partii.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej