DOROTA WODECKA: Gdzie są kwiaty? Masę ich było wczoraj pod teatrem.

JAN KLATA: Wieńce i kwiaty mają to do siebie, że bardzo szybko znikają, zwłaszcza te „w sprawie”. W Moskwie też widziałem, jak kwiaty z ulicy znikają tajemniczo.

Stypa w Starym Teatrze. Jana Klatę zastąpi Marek Mikos

Był pan wczoraj szczęśliwy?

– Byłem szczęśliwy, kiedy trzymałem za rękę panią Elżbietę Karkoszkę, która grała w inscenizacji „Wesela” Wajdy z 1963 roku, i widziałem wśród mrowia ludzi moje córki. Jadwinia strasznie ryczała, Janeczka była twarda, a Marysia patrzyła w górę i nie wiedziała, którą z tych dwóch opcji wybrać.

Aktorzy też płakali. I niektórzy widzowie. Ale to chyba lokalsi, a nie inteligencja, która przybyła do Krakowa pociągiem z Warszawy.

– Lokalsi, jak pani spieściła krakowską inteligencję, mówią mi na ulicy, żeby się nie dać pozamiatać po cichu, i pytają, kiedy dodatkowe spektakle „Wesela”. Niewątpliwie obecność inteligencji, krakowskiej i ogólnopolskiej, była pięknym gestem na całopalnym ołtarzu narodowej sceny.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej