MARCIN PIETRASZEWSKI: Kiedy cztery lata temu obejmował pan prezesurę, zapowiadał, że zrobi wszystko, aby reformować skansen, jakim jest wymiar sprawiedliwości. Udało się?

JAROSŁAW GWIZDAK: Kończę kadencję, więc raczej nie mnie to oceniać. Ale robiłem wszystko, aby nadać sądowi ludzką twarz. Wiedza społeczna na temat pracy wymiaru sprawiedliwości i związanych z nim praw była żenująca, ludzie nie wiedzieli nawet, że mogą przyjść na każdą rozprawę. Środowisko też jej specjalnie nie krzewiło. Wielu sędziów nie lubi publiczności na sali rozpraw. A to jest złe, bo utrwala obraz sądów kapturowych, jakiejś takiej hermetyczności.

Na ile więc pozwalały mi procedury, otworzyłem Sąd Rejonowy Katowice-Zachód. Stworzyliśmy program edukacyjny dla uczniów. Młodzi przychodzą do nas całymi klasami na pokazowe rozprawy. Jako pierwszy sąd w Polsce otworzyliśmy profil na Facebooku, mamy 704 lajki. Byłem też aktywny na Twitterze i YouTubie. Starałem się w prosty sposób tłumaczyć decyzje sądu. Bo nie ma nic gorszego niż brak zrozumienia.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej