KATARZYNA FALĘCKA**: Student warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych pakuje manatki i wyjeżdża na studia do Kairu. Rozumiem: poszukiwania, nowe doświadczenia – ale dlaczego akurat Egipt?

WIKTOR DYNDO*:Mama wykłada na orientalistyce Uniwersytetu Warszawskiego, jest specjalistką od Iranu i Afganistanu, więc od dzieciństwa byłem otoczony światem islamu. Rozmawialiśmy o tym nieustannie, a wkrótce pojawiły się zachodnie telewizje, wybuchła pierwsza wojna w Zatoce Perskiej i ten świat wkroczył w moje dorastanie jako tu i teraz, fragment rzeczywistości. Dlatego od początku studiów chciałem wyjechać na stypendium do Kairu, centrum świata arabskiego.

Egipt jest nazywany Umm al-Dunya, co znaczy Matka Świata. I zgodnie z tą nazwą odbija wiele światowych problemów. Już te kilkanaście lat temu byłem zaskoczony nierównościami. Obserwowałem fragmentację społeczeństwa: wykształcone klasy średnia i wyższa, otoczone oceanem biedy, zaczęły się odsuwać od warstw niższych i od siebie nawzajem, zamieszkiwać osobno, za wysokimi murami prywatnych osiedli.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej