Jeżeli chcecie zrozumieć nienawiść narodowych socjalistów do żony prezydenta Francji, wyobraźcie sobie, jak wyglądałby świat, gdybyśmy wszystkie były jak Brigitte. Pewne siebie, seksowne, radosne i wyluzowane, mające gdzieś księży, połajanki zakompleksionych facetów (bo mężczyznami ich nie nazwę) i infantylne umoralniające gadki.

Gdybyśmy robiły, na co mamy ochotę, dbały o siebie, nie wstydziły się swoich potrzeb, nie ukrywały, że kochamy życie i fajnych, uśmiechniętych, nowoczesnych mężczyzn – niekiedy sporo młodszych, a zamiast słuchać nudziarstw o Smoleńsku i targać patriotyczne proporce – o zgrozo – uprawiały niezły seks z przystojniakami bez wielkich piwnych brzuchów.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej