PAWEŁ SMOLEŃSKI: Pojawisz się na obchodach 40. rocznicy SKS organizowanych również przez Andrzeja Dudę?

EWA KULIK-BIELIŃSKA: Nie mogłabym świętować rocznicy SKS z kimś, kto został wybrany, by stać na straży konstytucji, a ją łamie, kto uczestniczy w rozmontowywaniu demokratycznego państwa prawa i sam przyznaje, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków. A już na pewno po jego słowach odbierających prawo do prawdy i patriotyzmu „potomkom zdrajców”...

Miałaś 19 lat, byłaś na pierwszym roku anglistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, szłaś ulicą Szewską, a w bramie pod numerem siódmym wisiały klepsydry. To tu kelnerki przygotowujące ogródek kawiarni znalazły rano 7 maja 1977 r. zwłoki młodego chłopaka w kałuży krwi.

– Klepsydra z imieniem i nazwiskiem Staszka Pyjasa, studenta Uniwersytetu Jagiellońskiego i współpracownika Komitetu Obrony Robotników, zamordowanego – jak wówczas wszyscy uważaliśmy – przez Służbę Bezpieczeństwa. Nie znałam go, bo na anglistyce w zasadzie nic politycznego się wówczas nie działo. Wiedziałam od mojego wujka, który był profesorem Akademii Medycznej i namiętnym słuchaczem Radia Wolna Europa, że krakowscy studenci zbierają pieniądze dla robotników z Ursusa i Radomia, ale ja się z nimi – do czasu śmierci Pyjasa – nie zetknęłam.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej