Andrzej Nowak-Arczewski, autor „Zmiłuj się nad nami”, tak przedstawia miasteczko K.:

„Miejscowość, jakich w Polsce wiele. Mord na żydowskich mieszkańcach. Tajemnica, której po dziś dzień nie może poznać nikt obcy. Co się dzieje z ludźmi, którzy zamykają się przed światem zewnętrznym?”.

Przed wojną mieszkało w K. 2 tys. Żydów. Po wysiedleniu w 1942 r. polscy sąsiedzi przejęli 125 ich domów. Przejęli też wszystkie młyny na rzece Koprzywiance, nie mówiąc o sadach, browarze i tartaku. Ale wojna się skończyła i Żydzi wrócili – mniej więcej co setny. Nie pomieszkali długo, bo 16 kwietnia 1945 r. sześcioro z nich zostało zabitych w domu przy Sandomierskiej.

Zaraz pojawiła się fama, że Żydów zabito za współpracę z NKWD. O tym, co się naprawdę zdarzyło, opowiedział naoczny świadek, którego zeznanie odnalazłam w archiwum IPN.

„Staje Gotlib Chil i zeznaje, że w nocy dnia 16 na 17 kwietnia 1945 miasteczko K. zostało otoczone przez zbrojne oddziały w sile około 100 osób. Oddziały te przeszukały miasteczko celem odnalezienia Żydów.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej