Nadal napływają szczegółowe informacje o niedzielnym referendum konstytucyjnym w Turcji – i budzą zdumienie. Rozrzut między wynikami w poszczególnych prowincjach był ogromny: zwycięskie „tak” (51,4 proc. głosów) poparło w nich od 30 do 80 proc. wyborców, a różnice rzędu 25 proc. potrafiły wystąpić nawet między sąsiednimi prowincjami. Tak wielki rozziew sugeruje, że nie tylko regionalne odmienności polityczne decydowały o wyniku głosowania, ale także inne czynniki – na przykład to, kto liczył głosy. Hipotezę tę zdaje się potwierdzać fakt, że w 961 okręgach na „tak” oddano równe 100 proc. głosów, w żadnym zaś nie odnotowano takiego lub choćby zbliżonego wyniku na „nie”. Pewne wrażenie robiła też osiągnięta w niektórych okręgach stuprocentowa frekwencja – ale w porównaniu ze średnią krajową 85 proc. trudno mówić tu o rezultacie stachanowskim.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej