PAWEŁ SMOLEŃSKI: Po co ludzie jeżdżą i chodzą w góry?

MACIEJ KRUPA: To akurat dwie różne sprawy.

Ale mianownik mają wspólny. W podgórskich miejscowościach, jak Polska długa i szeroka, króluje smog, a goście, zresztą absolutnie słusznie, pieklą się, że nie powinni płacić tzw. opłaty klimatycznej za czyste, świeże powietrze, bo niby za co.

– Gdzieś smogu jest aż nadto, gdzie indziej nie ma. Mirosław „Falco” Dąsal, polski wspinacz i himalaista, który zginął w lawinie pod Mount Everestem w 1989 r., napisał książkę „Każdemu jego Everest”, a jej teza z grubsza brzmi: każdy ma takie wyzwanie, z jakim chce i może się zmierzyć, eksploruje, odkrywa świat w stopniu takim, jaki mu pasuje. Właśnie z tych przyczyn niektórzy idą w góry, niekoniecznie od razu w Himalaje, bo również w nasze łagodne Beskidy. Niektórzy nurkują w głębokich jaskiniach albo pływają z fajką na kolorowych rafach w ciepłych morzach, opływają jachtem świat lub żeglują po Mazurach.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej