Chcąc uczcić podpisanie traktatów rzymskich 25 marca 1957 r., mer Rzymu zarządził, by w tym dniu odezwały się wszystkie dzwony. Uroczysta wrzawa wyrażająca pragnienie nowego początku paradoksalnie rozpoczęła epokę, w której Europa wspólnego rynku poszukiwała rozwiązań wśród milczącej nudy. Spektakularny początek przed powstaniem instytucjonalnej machiny, która pozostawiła europejskie społeczeństwa bez głosu!

Nikt nie podważa sukcesu wielkiego europejskiego projektu, który przyczynił się do dobrobytu i stabilności zrujnowanego dwiema wojnami, a później podzielonego zimną wojną kontynentu. Ale po 1989 r. świat się zmienił. Skończył się czas regulacji, przyszedł czas na działanie.

Bezprecedensowy bunt wyborców wystawia dziś Unię Europejską na próbę: populiści w rodzaju Farage’a, Le Pen, Wildersa, Petry czy Salviniego chcą demontażu Unii, zniszczenia wspólnej waluty i rynku, zrujnowania jedności europejskiej wobec Rosji Putina. Nawet jeśli wyraźne zwycięstwo centroprawicy w Holandii przełamało dynamikę „Brexit-Trump”, wybory prezydenckie we Francji nadal trzymają nas w niepewności.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej