Antoni Macierewicz nie odpowiedział za raport z likwidacji WSI, który przyczynił się do ujawnienia polskiej agentury. Teraz ściga Donalda Tuska za zdradę dyplomatyczną.

Zdrada ma polegać na tym, że Tusk jako premier tuż po katastrofie smoleńskiej zgodził się, aby badana była ona zgodnie z protokołem 13 do konwencji chicagowskiej w sprawie badania cywilnych wypadków lotniczych. Zdaniem Macierewicza ten tryb pozbawił polską prokuraturę wpływu na śledztwo, dostępu do dowodów i zwrotu wraku tupolewa.

Przestępstwo (art. 219), które polega na „stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją na szkodę RP”, można popełnić tylko umyślnie. To znaczy, trzeba chcieć „działać na szkodę”. Ciekawe, jak prokuratura tę premedytację wykaże? Fachowcy do dziś się spierają, czy lot do Smoleńska był cywilny, czy wojskowy, i czy lepiej było zgodzić się na konwencję chicagowską, która miała ustalone procedury, czy na porozumienie polsko-rosyjskie z 1993 r. o badaniu wypadków samolotów wojskowych, które żadnych procedur nie zawierało, a zatem trzeba by je – zapewne miesiącami – negocjować.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej