DANIEL BRÖSSLER: „My, Obywatelki i Obywatele Unii Europejskiej, jesteśmy na szczęście zjednoczeni”. Tak jest napisane w oświadczeniu berlińskim Unii z 2007 r. Dlaczego ludzie są dzisiaj tak bardzo nieszczęśliwi z Unią?

FRANS TIMMERMANS: Przez ostatnie dziesięć lat mieliśmy w zasadzie tylko kryzysy: gospodarczy, imigracyjny, terroryzm... Ktoś, kto miał wtedy 12 lat, ma teraz 22. Czego doświadczył przez te dziesięć lat? Europy, która ma problemy z globalizacją. Ludzie nie czują się chronieni. W Unii widzą raczej zagrożenie niż ochronę. Musimy zadać sobie pytanie, jak mogło do tego dojść. Zwyczajem narodowych polityków stało się narzekanie na Europę. Jeśli coś działa, to jest ich zasługą. Jeśli coś się nie udaje, winna jest Europa. To zaczyna przynosić rezultaty.

Ludzie czują się u siebie tylko w swoich narodowych państwach, a nie w Europie.

– Jeśli ludzie nie czują się chronieni przez Europę, to Europa staje się częścią problemu, a nie rozwiązania. A jeśli nie udaje się z Europą, ludzie sięgają do tego, co sprawdzało się w historii. A tym czymś było państwo narodowe. Wynaturzeniem tego poczucia staje się nacjonalizm. I to przez chwilę działa, tak jak w przypadku alkoholizmu. Wieczorem człowiek czuje się świetnie, a następnego dnia rano ma kaca.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej