Dawno mnie tam nie było i patrzyłem szeroko otwartymi ze zdumienia oczami: wojna, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie dotknęła Lwowa. Miasto zmieniło się nie do poznania, tłumy turystów przewalały się Teatralną, Szewską i placem Katedralnym, w zaułkach Wirmeńskiej nie było gdzie szpilki wetknąć. Szukałem w centrum klasycznych sklepów spożywczych z sokiem brzozowym i suszoną rybą, nieświadomy, że ich czas minął. Po zmroku miasto nie przypominało już ciemnej jamy, z rzadka rozświetlanej neonami kasyn i salonów gier. Życie wróciło do Lwowa.

25 marca powiedzmy "Kocham Cię, Europo"...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.