Pod życzliwym patronatem prezydenta narodziła się nowa klasa panów. Chcą żyć tak, jak kiedyś żyli faworyci cara. Pierwszym, który odważył się to otwarcie powiedzieć, był Nikołaj Patruszew, dyrektor Federalnej Służby Bezpieczeństwa. 20 grudnia 2000 roku, pozdrawiając podwładnych w Dniu Czekisty (urodziny Wszechrosyjskiej Nadzwyczajnej Komisji do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem, która wyrżnęła 1,5-milionową szlachtę carską), nazwał ich „nową szlachtą”, bez której ojczyzna by się rozwaliła.

Symbolem pozycji ludzi służb stało się przebranie ich w obce rosyjskiej tradycji, prostemu obywatelowi kojarzące się z SS mundury. Czerń uniformu miała świadczyć o tym, że nowa „szlachta” jest gotowa wiernie stać przy tronie i walczyć w obronie władcy i państwa na śmierć i życie.

...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.