Limuzyna zaparkowała przed ratuszem w Oslo od frontu. Żałobników było niewielu, wieniec tylko jeden. Kilkuosobowa grupa dźwignęła z dachu samochodu trumnę i ruszyła w kierunku przycumowanej przy nabrzeżu łodzi. Uroczysty pochówek nastąpił nie bez problemów: już po opuszczeniu do Bałtyku trumna okazała się nieco niedociążona i jej zatopienie wymagało sporego wysiłku. Skandynawski design – jak na złość – nie chciał dać się pogrzebać.

Może to i lepiej, bo symboliczny pogrzeb norwescy projektanci wyprawili mu w już 1980 r. Gdyby ten rok potraktować jako datę śmierci, współcześnie musielibyśmy chyba mówić o apokalipsie zombi. Skandynawski design czai się na Polaków na każdym kroku – od wnętrzarskich magazynów prezentujących lampy po kilka tysięcy złotych, przez studenckie mieszkania z...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.