Gdyby człowiek wiedział, że upadnie, toby usiadł. Takie gremialne siadanie prawników obserwowaliśmy tydzień temu na bardzo interesującej i ważnej konferencji zorganizowanej w Katowicach przez Uniwersytet Śląski. Debatowano, jak uzasadniać, że sądy mogą stosować konstytucję bezpośrednio. Kontekst: praktyczne wyeliminowanie przez partię rządzącą Trybunału Konstytucyjnego z kontrolowania konstytucyjności prawa.

Pytanie: czy to siadanie nie było aby już po upadku?

Najznamienitsi polscy prawnicy, specjaliści od prawa konstytucyjnego, cywilnego, administracyjnego i karnego, przekonywali sędziów, że mogą konstytucję stosować bezpośrednio. Spora część z nich połykała przy tym własny język, bo przez poprzednie 20 lat przekonywali tych samych sędziów, że stosować konstytucji bezpośrednio nie mogą. Że to wyłączna kompetencja Trybunału Konstytucyjnego, by oceniać, czy przepis ustawy lub rozporządzenia jest zgodny z konstytucją. I wykładać, co znaczą poszczególne normy konstytucyjne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej