Nienawidzą nas, bo wygrywamy. I będą nienawidzić jeszcze bardziej, bo będziemy wygrywać jeszcze częściej! – ryczy do mnie patykowaty blondyn w szaliku z logo najpopularniejszego na świecie producenta napojów energetycznych. Jest 28 stycznia i trzy stopnie poniżej zera, ale trzyma otwartą butelkę piwa, jak to pod niemieckim stadionem. Zaraz wejdzie na trybuny, żeby dopingować piłkarzy Rasenballsport Leipzig, którzy znów wygrają mecz i utrzymają pozycję wicelidera Bundesligi.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej