MICHAŁ NOGAŚ: Maria Komornicka – pisarka i poetka, która w pewnym momencie spaliła suknie i ogłosiła się mężczyzną – już kolejny raz pojawia się w pani książce. To obsesja czy pasja?

BRYGIDA HELBIG:Jedno i drugie. Pasja, bo uważam ją za postać genialną. Jej twórczość jest kopalnią wiedzy na temat człowieka, kultury, duchowości. Być może była zbyt bezwzględna wobec siebie i świata, zbyt zdecydowanie broniła swoich poglądów. Ale nie potrafiła inaczej.

Obsesja, bo naprawdę mnie prześladuje. Nie utożsamiam się z nią, ale fascynuje mnie kwestia inności, niepokorności, buntu, trudnego losu kobiet wybitnych, i nie tylko kobiet. „Transgresje” Marii Janion były dla mnie pod tym względem wielką inspiracją.

Gdybym miała szukać punktów stycznych z Komornicką, byłyby to chyba miłość do literatury, potrzeba autentyczności i wolności, przywiązywanie dużej wagi do relacji rodzinnych, duchowości, równouprawnienia płci, poczucie, że jestem „inna”...

Maria Janion. Tytanka pije wrzątek

Inna?

– Jako dziewczynka nie lubiłam bawić się z rówieśnikami, wolałam siedzieć we własnym pokoju, uciekać do krainy fantazji, książek, pisania wierszyków. Fascynował mnie także świat mszy świętych, podniosłych rytuałów. Szukałam alternatywy dla rzeczywistości.

Komornicka w dzieciństwie przez jakiś czas dążyła do tego, by zostać świętą. A jednocześnie z bardzo głębokich przyczyn uważała się za skażoną i usiłowała wyplenić z siebie grzech. Także i mnie w otaczającym świecie przeszkadzało zakłamanie, sprzeczności przekazywanych mi przesłań kulturowych. Jak prawie wszystkie dzieci chodziłam na religię, z drugiej strony w szkole zderzałam się z ideologią socjalistyczną. Przy czym ideały głoszone w kościele, w szkole czy w sferach prywatnych – np. dobroci, miłości czy sprawiedliwości – nie były rzeczywiście przestrzegane.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej