MAŁGORZATA PIERNIK: Zanim założyłaś Wearso, mapa ekologicznej mody w Polsce przypominała raczej mapę pustyni. Coś się przez te ostatnie sześć lat zmieniło?

ALEKSANDRA WAŚ: Na pewno znacząco podniosła się nasza świadomość związana z troską o środowisko. Jednak nadal na ulicach dominują stroje z sieciówek. Bardzo trudno się przebić na rynku, bo ubrania, które tworzę, ze względu na to, że są produkowane w znacznie mniejszych ilościach, nie mogą cenowo w żaden sposób konkurować z tego typu sklepami.

Wolimy sieciówki, bo jest tanio, a nie zdajemy sobie sprawy, jakie są minusy noszenia kiepskich jakościowo tkanin i dzianin?

– Właśnie tak. Przede wszystkim nie należy być zdziwionym, że intensywnie chemicznie obrabiane materiały, które dominują w sieciówkach, mogą wywoływać alergie i podrażnienia. Powoduje to i sama bawełna przemysłowa, do której uprawy używane są bardzo silne środki owadobójcze oraz nawozy, i barwniki, którymi się ją farbuje. A przecież skóra to największy organ człowieka. Przez większość roku ją zakrywamy, więc nie bez znaczenia jest to, co na siebie zakładamy. W końcu przez skórę nie tylko się pocimy, ale też oddychamy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej