Mohammed ma 12 lat i próbuje dotrzeć do Europy. Spotykamy się jesiennym świtem na dzikim przejściu granicznym między Serbią a Chorwacją. Wieje silny wiatr, trzęsę się w puchowej kurtce. Mohammed podchodzi do punktu pomocowego i nieśmiało prosi o coś ciepłego – ma na sobie tylko cienką bluzę i adidasy.

Gdy talibowie mordują mu ojca, chłopiec z matką i bratem ucieka z Afganistanu do Iranu. W przygranicznym chaosie gubi rodzinę, ale postanawia się nie poddawać. Nie ma zresztą wyboru – jeśli wróciłby do rodzinnej wioski, dostałby się w ręce talibów. Przez następny rok pracuje więc nielegalnie po kilkanaście godzin dziennie w warsztacie szewskim, żeby opłacić przemytników, którzy pomagają mu przedostać się do Turcji, a stamtąd do Grecji. Dalej podróżuje zupełnie sam.

...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.