KATARZYNA SZYNGIERA I MIROSŁAW WLEKŁY: Cały wieczór i pół nocy spędziliśmy pod teatrem Bataclan, barem Belle Équipe, restauracją Le Petit Cambodge, gdzie rok temu terroryści zabili 137 osób i ranili ponad 300. Wypytywaliśmy Francuzów, czy boją się muzułmanów, a oni robili wielkie oczy!

HASNA HUSSEIN: Mnie to nie dziwi. Około 35 proc. populacji Francji stanowią osoby wywodzące się z kultury muzułmańskiej, są stałą częścią tej społeczności, współistnieją.

Mamy świadomość, że trzeba odróżniać muzułmanów od terrorystów, ale Francja jest krajem mocno dotkniętym terroryzmem, 9 tys. osób uznaje się za zradykalizowane, a 3,5-4 tys. wyjechało z naszego kraju na wojnę do Syrii. Niektórzy nie chcą już widzieć różnicy między muzułmaninem a radykałem czy terrorystą.

Imigranci we Francji głosują na Front Narodowy

Na pytanie, kim jest dżihadysta, słyszeliśmy wczoraj zazwyczaj, że to nie muzułmanin, ale szaleniec.

– Znaczenie tego słowa zostało przeinaczone przez media i terrorystów, którzy nazywają siebie dżihadystami, żeby legitymizować swoją walkę przesłankami religijnymi. Słowo „dżihad” w muzułmańskiej świadomości nie ma negatywnej konotacji i uważa się na użycie tego pojęcia. Dżihadysta to nie terrorysta ani radykał. Tam terrorystów nazywa się wprost: terrorystami, a nie dżihadystami.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej