Władza zakomunikowała nam właśnie, że demokratyczne demonstracje przeciw polityce rządu to przestępstwo, za które się idzie do więzienia – choć w zasadzie powinien to być zakład psychiatryczny, bo jak mówi Jarosław Kaczyński, protestują m.in. osoby specjalnej troski. Dała też pośrednio, przez wypowiedzi różnych polityków, wskazówkę, jak kary uniknąć: otóż im bardziej władza kłamie, tym bardziej trzeba udawać, że się tego nie widzi. I tak „patriotyzm", słowo, które jeszcze niedawno oznaczało miłość do ojczyzny, niepostrzeżenie zaczęło oznaczać już tylko miłość do PiS-u.

Fałszywe korzenie państwa PiS

Test na patriotyzm stał się bardzo prosty: głośno deklarujesz, że kochasz PiS (w najgorszym wypadku nie krytykujesz lub krytykujesz, nie krytykując, to znaczy mówisz, że na wszystko, nawet łamanie konstytucji i represje polityczne, można spojrzeć z dwóch stron, a wina zawsze leży pośrodku), przyjmujesz bez mrugnięcia okiem kłamstwa, łamanie prawa, zastraszanie, prostactwo, plecenie coraz większych ekonomicznych, życiowych – i właściwie na każdy temat – bzdur. Jeśli nie, bądź gotów na to, że władza cię uciszy, wsadzi albo zreedukuje (w szkołach ma być więcej historii i religii, bo przecież nauki ścisłe, filozofia i najnowsze technologie szkodzą młodym obywatelom na mózg).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej