MAGDA GACYK: Twój pierwszy raz?

RICH LEE: Jak mógłbym nie pamiętać... Parę lat temu natknąłem się w sieci na artykuł Brytyjki Lepht Anonym, pionierki biohakingu. Opisywała, jak własnym sumptem udało jej się przekształcić w cyborga. W jej rodzinnym domu bieda aż piszczała i trzeba było sobie radzić za pomocą bardzo skromnych środków. Anonym grzebała po złomowiskach, wyciągała z wyrzuconych urządzeń elektronicznych części i konstruowała implanty, które wszczepiała sobie pod skórę. Samodzielnie. Bez znieczulenia. W jej przypadku zaczęło się od magnesów w opuszkach palców, by móc odczuwać pole elektromagnetyczne.

To było prawdziwe objawienie. Już dużo wcześniej krążyła mi po głowie myśl o udoskonaleniu organizmu przez technologie, ale wydawało mi się, że to mrzonki, bo do takich eksperymentów potrzebna jest kasa. Dużo kasy.

Ta niewielka publikacja stała się ważnym punktem odniesienia nie tylko dla mnie. Pod materiałem pojawiły się komentarze z pytaniami i radami. Niedługo potem powstało forum internetowe. To były zalążki społeczności biohakerskiej.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej