JAN KAPELA: Kiedyś łatwiej decydowaliśmy się na dzieci?

ANNA GROMADA: W PRL żyliśmy biedniej, ale stabilniej, choć problemy mieszkaniowe odgrywały istotną rolę i – wbrew obiegowym opiniom – było mniej miejsc w instytucjach opiekuńczych niż obecnie. Jednak zmieniła się nie tylko rzeczywistość, ale też aspiracje. Nasze wskaźniki społeczno-gospodarcze rosły przez ostatnie ćwierćwiecze, choć z problemami, takimi jak spadający udział płac w PKB. Ale ich wzrost nie doganiał aspiracji. Dziś chcemy czegoś innego dla naszych dzieci i dla nas samych.

Jesteśmy bogatsi i mniej zadowoleni?

– Poziom zadowolenia to silna emocja. Wypadkowa tego, kim jestem, kim chciałbym być i kim mógłbym potencjalnie być, sądząc po informacjach, które dochodzą do mnie na temat tego, co udało się mojej grupie porównania.

Jakiś przykład?

– Pan taksówkarz z Targówka przy każdym kursie opowiada mi, ile zarabia jego kolega, robiąc to samo w Norwegii. Ze 195 krajów uznawanych przez ONZ i pięciu tysięcy lat historii pisanej wybrał sobie Norwegię 2017 – prawdopodobnie najlepszy rynek pracy w czasie i przestrzeni. Odpowiadam, że tyle nie zarabia nawet – i tu odnoszę się do swojej grupy aspiracyjnej – dyrektor Polskiej Akademii Nauk, ale mój przykład jest tak absurdalny jak opowiadanie mu o złocie Alaski. Nie obchodzą go ludzie nauki, tylko to, gdzie wylądował w porównaniu ze Sławkiem z podstawówki. On po prostu wie, co by było gdyby.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej