Rosyjscy farmerzy walczą o ziemię z latyfundystami. Nowi wielcy posiadacze wygrywają, bo są bliżsi klasowo tym, którzy rządzą krajem.

***

Nikołaj Gorbań, gospodarz z Kraju Krasnodarskiego u stóp Kaukazu, nie przyłączył się do jesiennego rajdu farmerów na traktorach do Putina. Został, bo grozili mu, że podpalą, porwą dzieci, zgwałcą żonę.

Jeszcze liczył na sądy. Że bez rozkazu prezydenta przyznają mu rację i oddadzą ziemię, którą przecież kupił.

Kiedy inni rolnicy, ci, którym udało się przedostać do stolicy przez policyjne kordony, wrócili z Moskwy, gdzie nic nie zwojowali, Gorbania już nie było.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej