OLGA WOŹNIAK: Wyobraźmy sobie, że na Ziemi zjawiają się kosmici.

DR PAWEŁ RUTKOWSKI: Ale będziemy rozmawiać o nauce?

Jak najbardziej. Tylko na początku spróbujmy przyjąć perspektywę pozaziemskiego obserwatora.

– Taką perspektywę często obiera znany amerykański językoznawca Noam Chomsky, przyglądając się naszemu językowi.

I do jakich wniosków dochodzi? Istnieje coś takiego jak po prostu język ludzki?

– Chomsky twierdzi, że z punktu widzenia Marsjanina ludzie posługują się jednym językiem. Pod powierzchniową odmiennością języków świata kryje się jeden mechanizm pozwalający manipulować symbolami, językowy wspólny plan. Nazwał go gramatyką uniwersalną. Gramatyki poszczególnych języków różnią się tylko pewnymi parametrami i opcjami.

Noam Chomsky. Pierwszy wróg Ameryki

Skąd mamy tę gramatykę uniwersalną?

– Według Chomsky’ego rodzimy się z nią. Zdolność nauczenia się dowolnego języka dziecko otrzymuje zakodowaną w genomie. To wytwór ewolucji. Dlatego wszystkie ludzkie dzieci na świecie przyswajają sobie gramatykę mniej więcej w tym samym momencie życia. W takim samym tempie, przechodząc przez podobne etapy. I z punktu widzenia dziecka wszystkie języki są równie skomplikowane czy równie proste. Zdaniem Chomsky’ego nie może się to dziać bez odpowiedniego programu językowego. Bo w tym samym czasie, kiedy dziecko nabywa kompetencji gramatycznej, nie jest w stanie opanować nieporównanie prostszych systemów komunikacji, np. systemu znaków drogowych.

Przyswojenie czegoś tak skomplikowanego jak gramatyka języka naturalnego powinno chyba zajmować o wiele więcej czasu?

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej