W 2010 roku Julian Assange miał status gwiazdora rocka. W kwietniu jego portal Wikileaks, wcześniej zupełnie nieznany, opublikował wstrząsający 40-minutowy film nagrany z amerykańskiego helikoptera nad Bagdadem. Jego piloci rozstrzeliwują z działka maszynowego kilkunastu ludzi, w tym dwóch reporterów pracujących dla agencji Reuters. Armia USA tłumaczyła, że niektórzy z zabitych byli rebeliantami i mieli broń, a dziennikarze nie byli wyraźnie oznakowani. Nawet jeśli przyjąć to wyjaśnienie, to i tak musi szokować łatwość i rutyna, z jaką piloci wykonywali śmiertelne wyroki za pomocą swojego potężnego działka.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej