Siedzisz z przyjaciółmi w miłej i gwarnej restauracji. Nagle słyszysz dziwne dźwięki. Odwracasz się. Facet przy sąsiednim stoliku jest czerwony i wygląda, jakby się dławił. Rzucasz się na pomoc? Raczej nie.

Najprawdopodobniej nikt się nie rzuca. Im więcej ludzi, tym bardziej spada prawdopodobieństwo tego, że ktoś się ruszy. To zjawisko nazywane jest w psychologii efektem widza. Chodzi nie tylko o to, że gdy jest nas więcej, liczymy na innych, zamiast samemu przyjść z pomocą.

Nie pomagamy, bo obawiamy się, że źle oceniliśmy sytuację (może jest czerwony na twarzy, bo ma gorączkę?). Boimy się reakcji innych (będzie głupio podejść i walnąć kogoś w plecy), zastanawiamy się, dlaczego właśnie my mamy wyjść przed szereg, podczas gdy nikt inny tego nie robi. Kontrolujemy się i roztrząsamy, zamiast spontanicznie wyciągnąć rękę.

Dlaczego lubimy alkohol?

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej