AGNIESZKA JUCEWICZ: Tropi pan głupotę w korporacjach i organizacjach.

ANDRE SPICER: Niemal dekadę temu znalazłem się w grupie badaczy, w większości związanych z Uniwersytetem w Lund, którzy postanowili się bliżej przyjrzeć branżom zatrudniającym specjalistów, na przykład firmom konsultingowym, producentom oprogramowania, przedsiębiorstwom inżynieryjnym, uczelniom. Tym miejscom, w których pracownicy mają wykształcenie zdobyte w bardzo dobrych szkołach, wysokie IQ i fachową wiedzę.

Przez lata przekonywano nas, że to gałęzie gospodarki opartej na wiedzy będą się rozwijać najszybciej, że w nich jest zawodowa przyszłość. To m.in. dlatego w Ameryce studia kończy dziś czterokrotnie więcej ludzi niż w latach 70., mimo że na rynku pracy nie ma aż takiego zapotrzebowania na absolwentów wyższych uczelni. Ba, wyższe wykształcenie dewaluuje się we wszystkich krajach rozwiniętych, ale powszechna opinia wciąż głosi, że w takich firmach pracownicy cieszą się dużą autonomią, mogą w pełni wykorzystywać swoją wiedzę specjalistyczną oraz umiejętności. Chcieliśmy się więc dowiedzieć, jak te firmy naprawdę funkcjonują i czym różnią się od pozostałych, w których czynnik intelektualny nie odgrywa aż tak ważnej roli.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej