ALICJA BOBROWICZ: Panie profesorze, wybierzmy się w podróż w czasie. Jak to było z naszą dobroczynnością 25 lat temu? Co Polak miał w sercu?

PROF. HENRYK DOMAŃSKI*: Nie prowadzono wtedy takich badań, więc, niestety, nie da się tego ustalić. Oddolne akcje charytatywne w dzisiejszym kształcie wtedy nie istniały za sprawą logiki poprzedniego systemu. System komunistyczny z zasady monopolizował wszelką społeczną aktywność. Działalność na rzecz innych czy dobra wspólnego była narzucana odgórnie lub organizowana przez władze, sprowadzała się głównie do czynów społecznych. Ludzie uczestniczyli w nich, bo taki był nakaz albo było to dobrze widziane. Zakłady pracy spędzały pracowników, a szkoły uczniów do sprzątania czy wykopków. Oddolne, samodzielne działania były zakazane. Nie możemy więc stwierdzić, że na początku lat 90. byliśmy społeczeństwem nieczułym i z gruntu niedzielącym się ze słabszymi czy potrzebującymi. Po prostu nie mieliśmy takich doświadczeń, więc nie znaliśmy ich sensu.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej