Ze smutkiem, choć bez zdziwienia odnotowujemy, że list dr. Mateusza Szpytmy nie tylko nie wyjaśnia podniesionych przez nas kontrowersji dotyczących ekspozycji w muzeum w Markowej, ale też prowokuje kolejne pytania.

Czyje te bezdroża? Polemika z tekstem Jana Grabowskiego i Dariusza Libionki

Wicedyrektor IPN-u spod znaku „dobrej zmiany” zaczął od postawienia zarzutu, że nie znamy jego artykułu zamieszczonego dwa lata temu w „Zeszytach Historycznych WiN-u”, gdzie omawia procesy prowadzone po wojnie w związku z udziałem mieszkańców Markowej w prześladowaniach miejscowych Żydów. Nie zauważył jednak, że w naszym artykule zajmujemy się nie oceną jego dorobku naukowego, lecz tym, co zobaczą w muzeum w Markowej zwiedzający.

Fakt, że dr Szpytma dopiero po kilkunastu latach pracy nad historią Markowej (jest to w zasadzie jedyny temat jego działalności naukowej), po opublikowaniu na ten temat licznych studiów i przyczynków, zorientował się, że w archiwum znajdują się bardzo ważne materiały dotyczące miejsca, które bada, nie najlepiej świadczy o jego warsztacie historyka.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej