W świątecznym wydaniu „Gazety Wyborczej” z 10-11 grudnia 2016 r. ukazał się tekst Jana Grabowskiego i Dariusza Libionki „Wsadzili ich na wozy, powieźli jak bydło. Bezdroża polityki historycznej. Muzeum w Markowej”. Na odniesienie się do tego obszernego artykułu redakcja udostępniła mi mniej miejsca, zwrócę zatem uwagę na nieliczne wątki.

Markowa. Żydowska śmierć, polska wina, wspólny strach. Tekst Jana Grabowskiego i Dariusza Libionki

Autorzy skupili się głównie na analizie wystawy stałej Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w Markowej, a właściwie na tym, czego, ich zdaniem, na niej nie ma.

Polacy pomagali Żydom i ich zabijali. Odpowiedź Jana Grabowskiego i Dariusza Libionki

Główną osią krytyki jest to, że na ekspozycji nie pokazano, jak „Polacy okrutnie mordowali Żydów”. Abstrahując od prawdziwości tego uogólnienia, warto zwrócić uwagę na samą nazwę Muzeum. Mimo iż wyraźnie wskazuje ona na zakres tematyczny, na wystawie wiele miejsca poświęcono nie tylko ratowaniu Żydów, ale także przebiegowi kolejnych stadiów Holokaustu. Zostawiono również miejsce na to, by pokazać na przykładzie Markowej, w jaki sposób Niemcy zobowiązywali Polaków (niewykonanie takiego rozkazu było zagrożone śmiercią) do poszukiwania Żydów, którzy unikali deportacji do niemieckich obozów zagłady.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej