TOMASZ KWAŚNIEWSKI: Jak mój synek zapytał, do kogo jadę...

DOMINIKA KULCZYK: Ile ma lat?

Siedem. To mu powiedziałem, że do najbogatszej osoby w Polsce.

– No, jestem niestety panią włożoną podświadomie przez ludzi do tego pudełeczka. Cóż zrobić?

Rozumiem, że zdarza ci się też spotkać takich, którzy nie wiedzą o twoich miliardach.

– I to są moje ulubione sytuacje.

A jak z reguły zachowują się ci, którzy wiedzą?

– Albo są pełni estymy, szacunku i przejęcia. Albo chcą mi pokazać, że to nie jest tak, że mogę wszystko. A więc teraz będę musiała udowadniać, że warto mi dać szansę.

To chyba przykre, gdy ludzie, myśląc o tobie, widzą pieniądze.

– Nie robię z siebie w tym kontekście cierpiętnicy, bo w mojej sytuacji to byłoby niepoważne. W każdym razie ci, którzy dają mi szansę, przeważnie stwierdzają, że jestem normalna.

To słowo pojawia się naprawdę często i jest wypowiadane ze zdziwieniem, zaskoczeniem, ale też z uznaniem. Niektórzy po prostu zakładają, że nie mogę być jak oni, że to wszystko dookoła musiało spowodować, że odleciałam.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej