AGNIESZKA JUCEWICZ: Wydawało mi się, że miłość od zawsze często wiąże się z udręką: ktoś kocha bez wzajemności, ktoś inny żyje z kimś, kogo nie kocha, jeszcze inny w ogóle nie potrafi ułożyć sobie życia w parze. Pani jednak twierdzi, że dzisiaj miłość rani tak jak nigdy dotąd.

EVA ILLOUZ*: Bo rani inaczej. Uderza w sam środek naszego ja. Z jednej strony, zawierając związek, coraz trudniej nam określić, czym on właściwie jest. Jesteśmy razem czy nie? Na chwilę czy na dłużej? Wierni sobie czy nie? Z drugiej strony to głównie na relacji z innymi opieramy nasze poczucie wartości. Nieźle sobie radzisz na seksualno-romantycznym rynku? To wszystko z tobą w porządku. Nie radzisz sobie? Gorzej. Takie podejście rodzi niepewność, zamęt i sprawia, że w obliczu związków stajemy się bezbronni, a odrzucenie znacznie bardziej zagraża naszemu ja, niż to miało miejsce w przeszłości.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej