Jednym z najbardziej widocznych przejawów „polityki historycznej” polskiego państwa jest upamiętnianie Polaków ratujących Żydów za okupacji. Praktycznie wszystkie wystąpienia polskich czynników oficjalnych zatrącające o tematykę Zagłady nie mogą się dziś obejść bez przypomnienia o „liczbie polskich drzewek oliwnych w Yad Vashem”, o Janie Karskim czy Irenie Sendler.

Jan Karski: Bond, który płacze

Niestety, ofiara Sprawiedliwych Polaków – ludzi, którzy bezinteresownie ratowali Żydów – jest dziś cynicznie używana do kończenia dyskusji o mniej chwalebnych postawach polskiego społeczeństwa.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej