Na sam dźwięk słowa „kanon” ciarki przechodzą mi po plecach. Nie dlatego, że nie wierzę w możliwość zbudowania wsp?lnego dla jakiejś społeczności zasobu tekstów, który stanowiłby punkt wyjścia do dyskusji na najważniejsze tematy. Nie dlatego nawet, że wszelkiego rodzaju listy, rankingi i wybory w odniesieniu do literatury czy – szerzej –...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.